Martyna Zawadzka ma 27 lat i już zarządza agencją DC Marketerzy. Pokolenie Z nie czeka na swoją kolej

Marta Wójcik i Martyna Zawadzka

Jeszcze kilka lat temu była praktykantką z Politechniki Białostockiej. Dziś jako 27-letnia dyrektor zarządzająca jednej z najbardziej dynamicznych agencji marketingowych w Białymstoku. Podejmuje strategiczne decyzje, negocjuje kontrakty i zarządza zespołem specjalistów. Martyna Zawadzka to żywy dowód na to, że pokolenie Z nie tylko wchodzi na rynek pracy z impetem, ale potrafi też szybko objąć pozycje liderów. Zaczęła od nauki, a potem z każdym projektem zdobywała zaufanie, kompetencje i kolejne awanse. Dziś nie tylko zarządza, ale inspiruje pokazując, że wiek nie jest barierą, jeśli idzie się po swoje z głową i sercem.

Masz dopiero 27 lat, a już zarządzasz agencją marketingową DC Marketerzy w Białymstoku. Jak wygląda Twoja historia zaczynając od praktyk na studiach?

Moja droga zaczęła się od szkolenia „O marketingu bez marketingu”, na którym pojawiłam się jako studentka Politechniki Białostockiej. Zmotywowana chęcią poznania biznesu od środka, zgłosiłam się na praktyki do DO IT crew, poprzedniej agencji z której wywodzi się DC Marketerzy. Choć po nich z powodu pandemii nie od razu dostałam etat, wróciłam rok później jako Office Manager odpowiedzialny za organizację obozów. Była to praca wymagająca dużej samodzielności, w tym zgłębiania procedur prawnych. Kiedy obowiązki te przestały wystarczać, z własnej inicjatywy poprosiłam o zadania marketingowe (zaczynając od SEO). Z czasem, dzięki zaangażowaniu i chęci nauki, objęłam stanowisko Dyrektora Wykonawczego.

Co Twoim zdaniem najbardziej przyspieszyło Twoją ścieżkę awansu?

Najbardziej pomogło mi zderzenie dwóch postaw: odwagi do brania na siebie odpowiedzialności oraz zdolności do szybkiej i rzetelnej nauki. Nie czekałam na gotowe rozwiązania, sama zgłaszałam się po nowe wyzwania, gdy czułam, że mogę dać firmie więcej niż wymaga tego mój etat.

Czy w Twojej karierze w strukturze firmy był moment, który zmienił Twoje postrzeganie siebie jako liderki?

Tak, była to pierwsza decyzja, którą podjęłam samodzielnie: wdrożenie dnia pracy zdalnej (środy) dla zespołu. Mimo że jako menedżerka miałam wątpliwości, czy nie osłabi to komunikacji i początkowego oporu zarządu, zrozumiałam, że prawdziwe przywództwo to budowanie mostu między potrzebami ludzi, a celami firmy. Zrozumiałam wtedy, że świadomie stawiam empatię na równi ze strategią.

Czy kiedykolwiek ktoś w Twojej karierze, jakiś klient czy przełożony podważył Twoje kompetencje „bo jesteś za młoda” lub „bo jesteś kobietą”?

Czy kiedykolwiek? Powiedziałabym, że to doświadczenie jest niemal standardem, a nie wyjątkiem. Na większości spotkań, w których biorę udział, dopóki sama się nie przedstawię lub nie zostanę przedstawiona, jestem brana za asystentkę. Połączenie bycia kobietą i młodego wieku w biznesie rzadko kiedy jest ułatwieniem. To mur, przez który trzeba się przebić na każdym pierwszym spotkaniu. Paradoksalnie, w pewnym momencie zaczęłam doceniać rozmowy telefoniczne, zanim dojdzie do spotkania na żywo czy wideo. Głos nie ma metryki. W słuchawce nie widać, czy mam 27 czy 46 lat. Mam wtedy komfort, że mogę od razu przejść do sedna i nie jestem oceniana przez pryzmat wieku, a jedynie kompetencji.

Jak wygląda Twoja codzienność jako kobiety zarządzającej czy jest coś, czego ludzie nie pokazują na „ładnych” postach na social mediach?

Ludzie pokazują idealnie skomponowane ujęcia z pięknym biurem i kawą, ale nikt w Internecie nie pokaże tych trudnych emocji, które towarzyszą zarządzaniu – strachu, odpowiedzialności, poczucia winy.

Najbardziej niewidoczną częścią mojej pracy jest branie na siebie pełnej odpowiedzialności za cudzy zawód. To ten moment, gdy idę na spotkanie z klientem i muszę wytłumaczyć, dlaczego nie wywiązaliśmy się z jakiejś obietnicy, ponieważ ktoś w zespole zawiódł lub popełnił błąd. Klienta to nie interesuje. Liczy się efekt, a Ty jesteś frontem, który bierze na siebie całą falę niezadowolenia. Musisz być tarczą.

Drugi aspekt to zarządzanie ludźmi, a nie robotami. Zespół to nie maszyny, a każdy człowiek ma swoje prywatne problemy, kryzysy i wyzwania. Zespół oczekuje wyrozumiałości i empatii, bo w jego życiu „coś nie gra”. I choć klienci często tego nie akceptują, muszę znaleźć balans między wsparciem pracownika, a utrzymaniem jakości usług.

Tego typu sytuacje nauczyły mnie więcej niż niejedne szkolenie z SEO czy strategii. Nauczyły mnie wielokanałowej niezależności. Za dużo razy ktoś mnie zawiódł lub odmówił w ostatniej chwili. Dlatego świadomie zwiększyłam swoje kompetencje w obszarach, które na co dzień rozdzielam.

Co Twoim zdaniem odróżnia kobiecy styl zarządzania od męskiego?

Jako kobiety często wchodzimy w czyjeś buty, czy to pracownika, czy klienta. To pozwala nam widzieć szerszą perspektywę i wychodzić poza schematy. Kiedy zarządzanie męskie często sprowadza się do widzenia zero-jedynkowych decyzji – my widzimy te szarości. Szukamy niekonwencjonalnych rozwiązań, które uwzględniają całe otoczenie, a nie tylko twarde słupki w Excelu.

Ta empatia jest jednocześnie naszą największą siłą i potencjalną pułapką. Siłą, ponieważ każdy, kto z nami współpracuje, od pracownika po klienta, czuje się zaopiekowany, wysłuchany i zrozumiany. To jest podstawa trwałych relacji i lojalności. Pułapką zaś jest to, że mamy tendencję do „pomocy za wszelką cenę”, często swoim kosztem. Czasami w obawie, by nie zawieść, stawiamy dobro innych ponad własne granice.

Jaką radę dałabyś dziewczynie, która właśnie kończy studia i czuje, że „nie jest jeszcze gotowa”?

Powiedziałabym jej wprost: „Nigdy nie będziesz gotowa.” Nie ma takiego momentu, w którym poczujesz stuprocentową pewność, że to jest ten „odpowiedni czas” i że masz 100% potrzebnej wiedzy. To jest pułapka, w którą wpadamy, boimy się wyjść ze strefy komfortu. Sama, przyjmując stanowisko Dyrektora Wykonawczego, kompletnie nie czułam się gotowa, ale to ryzyko podjęłam.

Masz 27 lat i ogromną odpowiedzialność. Jak dbasz o balans między karierą a życiem osobistym (i czy to w ogóle możliwe)?

Pytanie o balans jest pułapką, ponieważ sugeruje, że można ten czas idealnie podzielić. W tak dynamicznej roli nie ma idealnego balansu.

Moim zdaniem kluczowe jest wsparcie bliskich. Po ciężkim dniu, pełnym emocji i trudnych decyzji, rozmowa z drugim człowiekiem, który po prostu wysłucha, jest nieoceniona. Nie chodzi o to, by dzielić się odpowiedzialnością, ale by móc odłożyć na chwilę ten ciężar i nazwać emocje. Ważne jest, by znaleźć w swoim życiu osobę, która pozwala Ci być wysłuchaną bez oceniania. Dodatkowo, aktywność fizyczna to mój absolutny, obowiązkowy punkt dnia. Mimo że często się nie chce, wiem, jak fundamentalnie zmienia to sposób, w jaki mój organizm przyjmuje i przetwarza stres i emocje.
Nie szukam idealnego balansu, ale codziennego resetu, który pozwala mi przyjść następnego dnia do agencji z pełną głową i sercem.

Jakie marzenie – zupełnie niezwiązane z karierą – chciałabyś zrealizować przed trzydziestką?

Moim marzeniem, zrealizowanym przed trzydziestką, było posiadanie własnego psa. Po stracie mojego poprzedniego czworonoga, w moim życiu pojawił się Bokser – maltipoo, który daje mi ogromne szczęście. Jego obecność to dla mnie idealny balans: wymusza przerwy od maili, codzienne spacery i przypomina, że za rolą dyrektora stoi po prostu człowiek potrzebujący zwykłej, codziennej radości.

Co byś powiedziała 18-letniej Martynie, która właśnie wchodziła na Politechnikę?

Po pierwsze: „Nigdy się nie poddawaj i nie bój się szukać swojej własnej ścieżki.” Ta 18-letnia Martyna myślała o sobie jako o osobie technicznej, która nigdy nie będzie miała nic wspólnego z marketingiem. Musiałaby usłyszeć, że jej determinacja i analityczny umysł są jej największą siłą, a nie przeszkodą, i że warto odważyć się na skok w nieznane.

Po drugie, i to jest najważniejsze: „Ufaj ludziom.”

Początkowo mogłaby się bać biznesu, twardej konkurencji i zawiści. Ale powiedziałabym jej, że na swojej drodze spotka osoby, które pomogą jej rozwinąć skrzydła, które dadzą jej szansę, nawet jeśli ona sama nie będzie się czuła gotowa. Ci ludzie pomogą jej stworzyć lepszą wersję siebie.

Martyna Zawadzka
Martyna Zawadzka
28-letnia liderka pokolenia Z, która udowadnia, że determinacja i autentyczność to najkrótsza droga na szczyt. Jako Dyrektor Operacyjna w agencji marketingowej DC Marketerzy w Białymstoku, zarządza strategicznymi projektami i zespołem specjalistów, łącząc techniczne, inżynierskie podejście z dużą dawką empatii.

You may like