„Prawdziwe piękno i zdrowie skóry to maraton, a nie sprint” – wywiad z Urszulą Sawicką, współwłaścicielką marki ONELS

onels

Są przedsiębiorczynie, które budują marki. Są też takie, które budują wokół nich filozofię. Do tej drugiej grupy należy Urszula Sawicka – współwłaścicielka marek ONELS i EKO CZAR, od lat konsekwentnie udowadniająca, że pielęgnacja może iść w parze z odpowiedzialnością za środowisko.

W swoich projektach stawia na naturalne, certyfikowane surowce, świadome receptury i rozwiązania ograniczające wpływ produkcji na planetę. Od składu kosmetyków bez dodatku wody po szklane, minimalistyczne opakowania. Dla niej natura nie jest modnym hasłem marketingowym, ale punktem wyjścia do tworzenia produktów, które mają odpowiadać na realne potrzeby współczesnych kobiet.

Zacznijmy od początku. Tworząc ONELS postawiliście Państwo na naturalne kosmetyki premium oparte na certyfikowanych surowcach. W którym momencie uznaliście, że na rynku brakuje właśnie takiej marki?

Na początku przyznam, że osobiście nie byłam założycielką marki ONELS, pomysłodawcą przedsięwzięcia był mój mąż ze swoją ówczesną wspólniczką. Ja dołączyłam do zespołu już po kilku latach od powstania firmy. Oczywiście byłam zawsze gdzieś z boku, obserwowałam wszystko i doskonale pamiętam początki.

Od lat szukaliśmy odpowiednich produktów dla siebie i naszych najbliższych. Z jednej strony istniały luksusowe kosmetyki premium o pięknych zapachach i designie, ale ich składy opierały się głównie na syntetykach, silikonach i tanich wypełniaczach. Z drugiej strony drogerie oferowały pozornie świetne, czyste składy, ale ich formuły, zapachy oraz oprawa wizualna często pozostawiały wiele do życzenia i nie dawały poczucia rytuału premium.

Uznaliśmy, że świadomy konsument nie powinien wybierać między skutecznością, zdrowiem a przyjemnością użytkowania. Postanowiliśmy udowodnić, że w pełni naturalna pielęgnacja może stać na najwyższej półce premium – zarówno pod kątem zaawansowanego działania, jak i ekskluzywnego designu. Tak narodził się ONELS.

Filozofia ONELS opiera się na trzech słowach: Earth, Life, Skin. Które z nich było pierwsze w Waszych głowach i czy to właśnie ono stało się fundamentem całej marki?

Bez wahania odpowiem, że pierwszym słowem i absolutnym fundamentem było Earth (Ziemia). To właśnie od Ziemi i szacunku do jej zasobów wszystko się zaczęło, a nasza filozofia układa się w bardzo logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy.

Earth (Ziemia) to nasz początek i baza. Zrozumieliśmy, że jeśli chcemy stworzyć produkt bezkompromisowy, musimy czerpać z czystych, certyfikowanych i bezpiecznych źródeł, które daje nam planeta. Bez zdrowej, szanowanej Ziemi nie ma mowy o pozyskaniu surowców najwyższej klasy premium.

Life (Życie) to kolejny krok. Pozyskane z Ziemi składniki ożywiają naszą markę i wchodzą w biocenozę z organizmem. Chodzi tutaj zarówno o styl życia, jak i o to, by produkcja kosmetyków nie niszczyła życia wokół nas.

Skin (Skóra) to ostateczny cel i płótno, na którym manifestuje się synergia Ziemi i Życia. Dopiero gdy zadbamy o ekosystem (Earth) i podejdziemy do pielęgnacji holistycznie (Life), nasza skóra (Skin) może odwdzięczyć się zdrowym, luksusowym blaskiem.

Na stronie ONELS podkreślacie, że ograniczacie zużycie wody już na etapie produkcji i opracowujecie receptury niewymagające jej dodatku. Jak wyglądało przełożenie tej idei na realny proces technologiczny?

Przełożenie idei ograniczania zużycia wody na realną linię produkcyjną było jednym z największych wyzwań technologicznych, z jakimi się mierzyliśmy. Wodę w naszych recepturach staramy się maksymalnie zastąpić organicznymi olejami roślinnymi oraz wysokiej jakości składnikami aktywnymi. Te surowce nie tylko stanowią bazę płynną, ale od razu wnoszą do kosmetyku substancje aktywne, witaminy i minerały. Kosmetyk staje się przez to maksymalnie skoncentrowany.

Woda jest środowiskiem przyjaznym dla bakterii, ale jej brak lub zastąpienie innymi surowcami wcale nie ułatwia konserwacji w naturalny sposób. Zmiana bazy wymusiła na nas opracowanie autorskich, naturalnych składów opartych na ekstraktach roślinnych, które chronią produkt bez podrażniania skóry.

Dziś wiele marek mówi o ekologii. W Onels poszliście o krok dalej rezygnując z plastiku tam, gdzie było to możliwe, wybierając szkło i minimalistyczne opakowania. Czy były momenty, kiedy taka decyzja biznesowo wydawała się ryzykowna?

Zdecydowanie tak. Z perspektywy czysto ekonomicznej i logistycznej, rezygnacja z plastiku na rzecz grubego, ciemnego szkła była ogromnym ryzykiem. Wycierpieliśmy przez to sporo „biznesowych bólów głowy”, szczególnie na początku drogi. Szkło potrafi być nawet kilkukrotnie droższe w zakupie niż plastikowe butelki. Szkło pęka. Na etapie dostaw surowców, procesu rozlewania oraz wysyłki do klienta, ryzyko uszkodzenia towaru było gigantyczne.

Plastik wybacza wiele – można z niego wycisnąć niemal każdy kształt tuby czy dozownika. Szkło narzuca rygor. Znalezienie pompek i zakrętek, które idealnie współgrają ze szklanymi gwintami, nie przeciekają i jednocześnie nie zawierają tworzyw sztucznych w miejscach styku z masą kosmetyczną, graniczyło z cudem. Ale się udało!

Czy to ryzyko się opłaciło? Dziś wiemy, że tak. Nasi klienci od razu wyczuwają ten ciężar premium w dłoni. Szklane opakowanie chroni nasze czyste formuły przed światłem i nie wchodzi z nimi w reakcje chemiczne. To, co na początku wyglądało na szaleństwo finansowe, stało się jednym z naszych największych wyróżników.

Naturalne kosmetyki bywają postrzegane jako mniej skuteczne od konwencjonalnych. Czy musieliście przełamywać takie stereotypy również u swoich klientów?

Tak, to był i wciąż bywa jeden z największych mitów, z jakimi musimy się mierzyć. Przez lata rynek przyzwyczaił konsumentów do tego, że za natychmiastowy efekt odpowiada czysta chemia laboratoryjna, a „naturalne” oznacza co najwyżej delikatne i bezpieczne, ale mało skuteczne działanie.

Na szczęście nasi klienci to bardzo świadome osoby, które w pierwszej kolejności nie patrzą na cenę, czy opakowanie, a na skład. A tych się nie wstydzimy, nie ukrywamy niczego i nie umieszczamy żadnych niewygodnych informacji tzw. drobnym druczkiem.

Przeważnie nasi klienci nie potrzebują edukacji w kwestii pielęgnacji. Doskonale orientują się w rynku i wiedzą, jakie mają alternatywy. Zdają sobie sprawę, że zawsze można pójść na skróty i sięgnąć po skalpel lub przeróżne zabiegi medycyny estetycznej, które dają natychmiastowy, niekiedy drastyczny efekt.

Wybierając ONELS, podejmują zupełnie inną, głęboko przemyślaną decyzję. Nasi odbiorcy nie oczekują więc magii w pięć minut. Rozumieją, że prawdziwe, długofalowe piękno i zdrowie skóry to maraton, a nie sprint. My dajemy im do tego narzędzia, a oni wnoszą swoją świadomość i konsekwencję.

Marka ONELS powstała w czasie, gdy rynek kosmetyków naturalnych był już bardzo konkurencyjny. Co uważa Pani za największą przewagę Onels, której nie da się łatwo skopiować?

To genialne pytanie, ponieważ w dzisiejszych czasach skopiowanie designu opakowania, czy podpatrzenie marketingu konkurencji zajmuje dosłownie chwilę. Tylko gdzie w tym wszystkim jest autentyczność? A to właśnie autentyczność nas wyróżnia, czyste, transparentne składy i idea, którą stworzyliśmy od podstaw.

Pani Urszulo jednocześnie z ONELS rozwija Pani brand EKO CZAR – produkcję olei tłoczonych na zimno. Czy od początku widziała Pani te dwa projekty jako element jednej większej wizji, czy niezależne od siebie biznesy?

Eko Czar to zupełnie inna bajka, powstała niezależnie od innych biznesów, które prowadzimy wspólnie z mężem.

Choć z boku oba projekty mogą wydawać się bliskie ze względu na przedrostek „eko” czy „naturalne”, to w praktyce biznesowej, technologicznej i operacyjnej są to dwa zupełnie osobne światy.

EKO CZAR to manufaktura spożywcza oparta na rzemieślniczych metodach, gdzie kluczowe jest mechaniczne tłoczenie na zimno olei i dbałość o walory smakowe oraz odżywcze. ONELS to z kolei zaawansowane laboratorium kosmetyczne, skomplikowane procesy, biotechnologia i rygorystyczne badania aplikacyjne na skórze.

Od samego początku zależało nam, aby nie mieszać tych tożsamości. EKO CZAR powstał z czystej pasji do zdrowej żywności i tradycyjnego rzemiosła, a ONELS to nowoczesna odpowiedź na bezkompromisową pielęgnację premium. Te biznesy nie miały na siebie nachodzić – każdy z nich rozwija się na własnych warunkach i ma swoją własną, niezależną ścieżkę.

Prowadzenie marki kosmetycznej wymaga jednocześnie kreatywności i bardzo twardych decyzji biznesowych. W której z tych ról czuje się Pani najlepiej – twórczyni produktu czy przedsiębiorczyni?

Muszę tutaj postawić jasną granicę – ja nie tworzę tych kosmetyków od strony laboratoryjnej, nie jestem technologiem. W naszym zespole mamy od tego świetnych specjalistów. Moja domena to wizja i produkt. Uwielbiam testować gotowe formuły, oceniać ich zapach, konsystencję oraz to, jak zachowują się na skórze. Przekładam język laboratorium na język korzyści dla klienta i dbam o to, by oprawa marketingowa oraz sprzedażowa stały na najwyższym poziomie. Moje zadanie zaczyna się tam, gdzie kończy się produkcja. Skupiam się na budowaniu relacji z klientami, edukowaniu ich o wyższości kosmetyków naturalnych oraz strategicznym rozwoju sprzedaży.

Budując markę od podstaw, z pewnością spotkaliście się Państwo z wieloma momentami zwątpienia. Czy pamięta Pani decyzję, która okazała się przełomowa dla dalszego rozwoju firmy?

Tak naprawdę nie ma jednej, konkretnej decyzji, która nagle i drastycznie zmieniłaby bieg naszej historii czy magicznie wpłynęła na rozwój całego biznesu. Droga ONELS to nie pasmo nagłych zwrotów akcji, ale proces.

Od samego początku precyzyjnie zdefiniowaliśmy, czym ma być ONELS, do kogo kierujemy nasze produkty i jakie wartości wyznajemy. W momentach zwątpienia czy rynkowych zawirowań nie ulegaliśmy chwilowym modom. Pozostanie wiernym pierwotnym filarom dało nam stabilność i wiarygodność w oczach klientów.

onels

Na koniec chciałabym zapytać o przyszłość. Jakie wyzwania uważa Pani za najważniejsze dla polskich marek kosmetycznych, które chcą rozwijać się odpowiedzialnie i jednocześnie konkurować z globalnymi producentami?

Najważniejszym wyzwaniem dla odpowiedzialnych polskich marek jest utrzymanie autentyczności w czasach masowego greenwashingu oraz edukacja konsumenta, który wciąż uczy się odróżniać marketing od faktów. Globalni giganci dysponują nieporównywalnie większymi budżetami, dlatego jako rodzimi producenci musimy walczyć jakością, a nie masowością.

Moim zdaniem kluczem do wygrania z globalnymi graczami jest lojalność i bliska relacja z klientem. Wielkie korporacje mogą skopiować modny skład, ale nigdy nie skopiują autentycznej pasji, transparentności i serca, które wkładamy w każdą butelkę ONELS.

https://onels.eu/

ig    fb

You may like