„Wspierając się i będąc RAZEM możemy więcej” wywiad Edytą Szachniewicz i Bartoszem Skalikiem

Dlaczego „RAZEM” i co wiąże się z tym przesłaniem?

Edyta: Od początku, jeszcze zanim znaleźliśmy muzykę, towarzyszyła nam taka idea, że potrzebujemy siebie nawzajem do budowania lepszego świata, wprowadzania zmian. Mowa jest tu nie tylko o wielkich rewolucjach, ale też o sprawach życia codziennego. Małych krokach, które mogą doprowadzić do czegoś więcej, bo wspierając się i będąc razem możemy więcej.

Bartek: Dostrzegamy, co współcześnie jest dość oczywiste, powstającą między ludźmi barierę komunikacyjną. Tym projektem chcieliśmy spróbować wyrazić, że bez współpracy nigdzie nie zajdziemy. To marzenie o świecie bez hejtu, w którym ludzie dostrzegają swoje dobre cechy, współdziałają.

 

Treść przekazywana tańcem nie zawsze jest czytelna. Jak pracować z ruchem, by wpływać na emocje?

Edyta: Taniec i sztuka rzeczywiście nie zawsze są czytelne. Nie uważamy jednak, że powinny takie być. Stawiamy odbiorcę na równi ze sobą i staramy się zostawić mu pole do własnej interpretacji. Tak, żeby każdy mógł odnaleźć w tym swoje własne emocje. Ruch dopasowujemy do muzyki i tego, jak ją czujemy. Na odbiór składają się wszystkie elementy projektu. Nie tylko choreografia,  sam ruch, ale też jej wykonanie, jakość tego ruchu, energia, gra aktorska itd.

Bartek: Moim zdaniem taniec, malarstwo, rzeźba itd. to coś innego niż słowa i tych technik używa się, żeby osiągnąć inny cel niż słowami. Jeśli coś można powiedzieć wprost, czytelnie, to po co to malować lub tańczyć, co nie? Ruchem próbujemy oddać własne emocje. Najpierw więc zaczynamy od siebie i tego, co my chcielibyśmy zrobić i zobaczyć. Potem, korzystając z tego co umiemy, budujemy. Zaczęliśmy od szkieletu, punktowego schematu całej historii, ustawień, a potem wypełnialiśmy to ruchem. Możemy tylko mieć nadzieję, że nasi odbiorcy też to poczują i im się spodoba.

Edyta: Poprosiliśmy każdego z tancerzy o zaimprowizowanie i stworzenie swoich własnych historii dopasowanych do tego, jak czują utwór. M.in. na podstawie tych improwizacji tworzyliśmy poszczególne elementy choreografii.

Bartek: Mam wrażenie, że jeśli skupilibyśmy się na tym, żeby wszystko było czytelne, to po pierwsze za bardzo odeszlibyśmy od emocji, które są sednem projektu. Po drugie takie myślenie to trochę uznanie odbiorcy za mniej inteligentnego od nas samych. A to chyba nie jest dobry krok. Szczególnie kiedy opowiadamy o działaniu razem i równości (śmiech).

 

Co było największym wyzwaniem dla Was w tym projekcie?

Edyta: Cały projekt to jedno wielkie wyzwanie! Eksperymenty ruchowe, technika, którą się na co dzień nie posługujemy. Postanowiliśmy zatańczyć całość boso, żeby nadać temu konkretny, sceniczny charakter, ale technicznie to bardziej choreograficzna wariacja, w centrum której stoi muzyka. Szukanie odpowiedniego języka, żeby opowiedzieć tę historię zdecydowanie było dużym wyzwaniem. Kompozycyjnie też nie było łatwo. Szukanie wielowymiarowości, tworzenie obrazków. To był dla nas inny system pracy, niż ten, którym posługujemy się jako instruktorzy na co dzień.

Bartek: Ja uwielbiam zaczynać działać nad nowym projektem. To taka mieszanka niepewności i podekscytowania. Tutaj na początku dość mocno się stresowałem, bo to pierwsza współpraca z Edytą i to taka, do której i jedna i druga strona podchodzi bardzo ambitnie. Mogło się skończyć katastrofą i kłótniami, ale tak nie było. Chociaż presja, żeby zadowolić wspólniczkę oczywiście się pojawiła! Zanim skończyliśmy projekt to na każdym spotkaniu czułem niepewność, czy aby na pewno moje pomysły albo fragmenty choreografii są dobre i się spodobają. Ale bardzo szybko okazało się, że mamy podobną wizję i podobny gust.

Edyta: To na pewno było też wyzwanie emocjonalne, szczególnie dla młodych tancerzy. Pokaz mówi o współpracy, ale jego nastrój nie jest jednoznacznie podnoszący na duchu. Jest w nim sporo niepewności, walki, stresu. Szczególnie na początku naszej pracy staraliśmy się wprowadzić tancerzy w odpowiednie stany emocjonalne, żeby zrozumieli to, co tańczą. Rozmawialiśmy na poważne tematy, żaliliśmy się sobie nawzajem. Taka otwartość jednak mocno nas zbliżyła i było warto.

 

Czy stan pandemii wpłynął jakoś na ten projekt?

Bartek i Edyta: Jasne, że tak. Przede wszystkim prace nad teledyskiem odsunęły się w czasie. Ale też, tak jak piszemy w opisie pokazu, całość nabrała na znaczeniu. Szczególnie w pierwszych tygodniach pandemia pokazała, że w czasach kryzysu możliwa jest współpraca ponad podziałami. Razem dzieliliśmy ten stres i niepewność. Każdemu dostało się tak samo. Fajnie byłoby jednak, gdybyśmy nie potrzebowali wirusa, żeby zacząć współpracować.

 

Mając tak wspaniałe projekty nie możecie poprzestać na jednym. Co dalej?

Edyta: Dalej inne, nowe projekty! Na pewno będziemy się rozwijać i kształcić. Szukać nowych ścieżek. Chcemy poszerzać swój taneczny słownik, uczyć się nowych rzeczy, ulepszać technikę. Z pewnością zależy mi na dalszym współtworzeniu z Bartkiem, to była jedna z najlepszych tanecznych przygód jakich miałam okazję doświadczyć!

Bartek: Współpraca była super, mamy mnóstwo pomysłów. Będziemy szukać nowych wyzwań, kolejny sezon nadchodzi. Teraz ładujemy baterie, bo dopiero zamknęliśmy ten projekt. A potem może jakieś nowe nagranie, może pokaz na żywo. Może powrócimy do naszej tanecznej bazy, czyli styli ulicznych. Czas pokaże!

You may like